Tomasz Achrem, "Metropolia"
Poznań wygrywa w Rankingu Samorządów „Rzeczpospolitej” 2007. Mam poważne wątpliwości, co do wartości merytorycznej rankingu. Jego wynikami zdaje się rządzić przypadek. Co edycja - to rewolucja.
Piątek, trzynastego lipca – a tu taka szczęśliwa wiadomość – Poznań wygrywa w Rankingu Samorządów „Rzeczpospolitej” 2007. Następnego dnia „Głos Wielkopolski” pisze „Poznań najlepszy!”. Zaiste wypada się cieszyć i trzeba się chwalić. Niech w końcu jakaś pozytywna wiadomość o Poznaniu pójdzie w kraj. Kiedy opadły już jednak pierwsze emocje, warto uświadomić sobie czego naprawdę dotyczy ten ranking oraz spróbować ocenić jego wartość.
Nie jest to ranking miast, nie jest to ranking ważności miast, atrakcyjności dla inwestorów, jakości życia mieszkańców czy też poziomu rozwoju. Nie jest to niestety nawet ranking jakości pracy samorządów. Jest to najkrócej mówiąc ranking księgowy, oceniający przede wszystkim politykę finansową oraz jakość i wielkość gminnych budżetów. Wielką przesadą są więc słowa Pani Rzecznik Prasowej Prezydenta i Urzędu Miasta Poznania - Anny Szpytko – z rozesłanego do mediów listu: „Poznań najlepszym miastem w Polsce!” Przyznaję, że wartość promocyjna tego rankingu jest spora i należy ją wykorzystać. Pani Rzecznik zapowiadała na antenie WTK publikację stosownych ogłoszeń w prasie, tylko błagam – bez sloganu „najlepsze miasto w Polsce” – trzymajmy się faktów.
RANKING RADOSNYCH SKOKÓW
Mam poważne wątpliwości, co do wartości merytorycznej rankingu. Jego wynikami zdaje się rządzić przypadek. Jak to możliwe, że Poznań w rankingu 2007 roku jest pierwszy, a rok wcześniej nie załapuje się w ogóle do pierwszej trzydziestki?! Żeby było jeszcze śmieszniej, w roku 2005 tryumfowało również nasze miasto! Czy ktoś obserwujący pracę poznańskiego samorządu zauważył taką prawidłowość: rok 2004 – świetnie, 2005 – fatalnie i 2006 - znowu wspaniale? Szkoda, że wydawca raportu tej sytuacji nie wytłumaczył. Skądinąd mi wiadomo, że podobno w feralnym roku 2005 ktoś czegoś nie wysłał lub ktoś czegoś nie odebrał. Zresztą ta dziwna sytuacja nie dotyczy tylko Poznania. W pierwszej pięćdziesiątce samorządów wiejskich tylko 15 pojawiło się w zeszłym roku. Zdecydowana większość zaś to debiutanci! W przyzwoitych rankingach tego typu pozycja danego ośrodka zmienia się co roku o kilka-kilkanaście miejsc, a w tym, co edycja - to rewolucja.
Ranking „Rzeczpospolitej” nie jest niestety opublikowany w całości. Nie można więc ocenić wszystkich jego wyników. Kilka kryteriów musi jednak budzić wątpliwości. Największą wagę przyłożono do „dynamiki wzrostu dochodów własnych w latach 2003-2006”. Powinny zaś być tu brane pod uwagę jedynie dochody własne z tytułu podatków (PIT, CIT, podatki lokalne). Jeśli bowiem uwzględniamy dochody z mienia komunalnego, to po pierwsze porównujemy nieporównywalne, a po drugie promujemy miasta posiadające dużo nieruchomości – przede wszystkim więc miasta położone na Ziemiach Odzyskanych. I potem w komentarzu redakcyjnym „Rzeczpospolitej” Pan Red. Jabłoński martwi się, że „odradza się podział na Polskę A i B”. Nie warto się tym martwić – warto znaleźć lepsze kryteria. Jeśli zaś uwzględniamy w tym kryterium dochody z opłaty eksploatacyjnej, to nie dziwmy się, że w rankingu gmin miejskich i miejsko-wiejskich wygrywają Polkowice, na których terenie zlokalizowane są dwie kopalnie Polskiej Miedzi.
ZWYCIĘSCY ROZRZUTNICY
Innym kryterium jest „udział wydatków na promocję gminy w wydatkach ogółem”. Tak sformułowane kryterium promuje samą wielkość wydatków, nie troszcząc się w ogóle o ich efektywność. Kryterium to nie ma więc większego sensu. To tak jakby samorząd A wykupił tysiąc billboardów za 100.000 zł, samorząd B zaś te same tysiąc billbardów za 400.000 zł, a ranking „Rzeczpospolitej” nagrodziłby rozrzutny samorząd B. Tym czasem nie wiadomo nawet, czy wydatek samorządu A miał sens. Zupełnie nieistotne dla oceny jakości pracy samorządu są inne kryteria, w rodzaju: „czy (i od kiedy) urząd funkcjonuje w oparciu o normę ISO”, czyli inaczej mówiąc, czy samorząd opłaca jakąś firmę certyfikującą oraz „czy sprawozdanie finansowe badane było przez niezależnego biegłego rewidenta”, czyli według Kapituły Rankingu, rewident zatrudniony w urzędzie jest be, a niezależny jest cacy.
Wracając na koniec do Poznania – dwa wyniki naszego miasta muszą cieszyć: pierwsza pozycja w kategorii „nadwyżka operacyjna” (różnica między dochodami a wydatkami bieżącymi) i wysoka siódma pozycja w kategorii „liczba nowych podmiotów gospodarczych”. Martwi natomiast niska kwota pozyskanych środków unijnych na osobę – tylko 82 zł, podczas gdy najlepsi pozyskali nawet powyżej 500 zł. Niepokoi też wysokie zadłużenie Poznania – 1122 zł na osobę (tylko osiem samorządów z rankingu ma wyższe zadłużenie). Nasze wydatki własne wzrosły o 36,1% a dochody własne tylko o 12,2%. Tu zalecić należałoby pewną wstrzemięźliwość - nie jest dobrym pomysłem życie na koszt przyszłych pokoleń.